Fakty i mity

/

GMO jednoznacznie przez większość społeczeństwa kojarzone jest z czymś złym, czego nie powinno się jeść i może zaszkodzić. Czy taka narracja związana z tematem żywności modyfikowanej genetycznie ma jakiekolwiek podstawy naukowe i czy faktycznie w kwestii żywienia drobiu może mieć szkodliwy wpływ na zdrowie człowieka? Temat ten podjęli eksperci z Krajowej Rady Drobiarstwa.

Aleksandra Porada ekspert ds. bezpieczeństwa żywności i weterynarii KRD-IG* zauważa, że Polacy bardzo negatywnie reagują na skrót GMO.

– Co ciekawe, większość nie potrafi go rozszyfrować. Sama czasami w tyle głowy miałam strach dotyczący GMO. Jednak inżynieria genetyczna, w przeciwieństwie do krzyżowania i mutagenezy, polega na tym, że wymiana genów jest bardzo precyzyjna i dokładnie wiemy co otrzymamy. Wymieniamy pojedyncze geny i otrzymujemy znakomity efekt – dodaje.

Łukasz Dominiak dyrektor generalny KRD-IG uzupełnia, że wszystkie polskie instytuty naukowe: PIWet-PIB, IERiGŻ, PAN jednoznacznie uznają, że GMO to określone dobro, do którego doszliśmy jako społeczeństwo.

– To różnica między wiarą a wiedzą. Zdajemy sobie sprawę, że podnosimy argumenty naukowe w sytuacji, w której kilka procent społeczeństwa ma mgliste pojęcie na dany temat, a 90 proc. nie ma żadnego pojęcia. Pokazała to dyskusja na temat formaldehydu – substancji pomagającej zwalczać salmonellę, która była mylona z fipronilem, który w ubiegłym roku znaleziono w jajkach w Europie Zachodniej. W komentarzach pod artykułami atakowano nas, że próbujemy truć ludzi. Tymczasem formaldehyd to formalina stosowana do paszy, która obniża ryzyko wystąpienia salmonelli. Ktoś powiedział, że spożycie dawki formaldehydu byłoby śmiertelne. Ale my nie namawiamy żeby ktoś go przyjmował, jest on stosowany wtórnie w paszy – dodaje dyrektor KRD-IG.

Aleksandra Porada zwraca uwagę, że żywienie drobiu paszami z GMO nie stwarza zagrożenia dla konsumenta.

Po spożyciu przez człowieka lub ptaka DNA jest trawione w przewodzie pokarmowym przez enzymy. W 2012 roku PIWet wspólnie z Instytutem Zootechniki PIB przeprowadził badanie. Sprawdzono czy w mięśniach kurcząt, które były karmione paszą zawierającą GMO, znajduje się jakikolwiek ślad zmienionego DNA. Okazało się, że ani w mięśniach kurcząt ani w jajach kur nie było zmienionego DNA.

– Po spożyciu przez człowieka lub ptaka DNA jest trawione w przewodzie pokarmowym przez enzymy. W 2012 roku PIWet wspólnie z Instytutem Zootechniki PIB przeprowadził badanie. Sprawdzono czy w mięśniach kurcząt, które były karmione paszą zawierającą GMO, znajduje się jakikolwiek ślad zmienionego DNA. Okazało się, że ani w mięśniach kurcząt ani w jajach kur nie było zmienionego DNA. Modyfikacje genetyczne roślin stosuje po to żeby uzyskać gatunki odporne na szkodniki czy choroby, aby stosować mniej herbicydów, pestycydów, insektycydów, a także zwiększyć plenność roślin, a przez to nie powiększać areału upraw. Dlatego nie rozumiem czemu ekolodzy są przeciwko GMO a jednocześnie bronią wycinki lasów deszczowych. Służy ono temu, żeby mniej stosować chemii i mniej szkodzić naturze. W ciągu 80 lat na Ziemi przybyło 5 mld ludzi, ale jej rozmiar się nie zwiększył. Musimy nas wyżywić i inżynieria genetyczna jest nauką, która miała nam w tym pomóc – dodaje.

Łukasz Dominiak zwrócił uwagę na negatywną stronie tradycyjnej hodowli drobiu.

Robiliśmy badania cech fileta z kurczaka ekologicznego i standardowego. W sensie chemicznym składu białka różnice były niewielkie. Tak więc w sensie dostarczenia białka to jest dokładnie to samo.

– Mamy „szczęśliwe kury”, ale pamiętajmy o negatywnej stronie. Taka kura potrzebuje większego wybiegu, a więc zajmuje więcej powierzchni, emituje większy „ślad węglowy”, dłużej żyjąc wydala więcej odchodów, je więcej paszy nie-GMO, którą trzeba gdzieś wyhodować. To wszystko są koszty środowiskowe, na które nie można patrzeć jednym okiem. Uważamy, że konsument powinien mieć wybór na półce: ok, kura jest szczęśliwsza, ale bardziej zanieczyszcza środowisko. Robiliśmy badania cech fileta z kurczaka ekologicznego i standardowego. W sensie chemicznym składu białka różnice były niewielkie. Tak więc w sensie dostarczenia białka to jest dokładnie to samo. Pytanie czy stać nas żeby płacić trzy razy tyle. Jesteśmy za utrzymaniem intensywnej hodowli, ale z poszanowaniem środowiska. W Polsce mamy miliard kurczaków, które generują odchody. Zróbmy coś z nimi: przeróbmy na energię, obniżmy emisję gazów. Tylko że nie da się tego zrobić przy małych gospodarstwach. Skoro 2 proc. ludzi chce zapłacić więcej za lepszego kurczaka, niech płacą, ale nie mówmy że wyżywimy całą ludzkość takim kurczakiem, bo to jest niemożliwe – dodał.

 

*Krajowa Rada Drobiarstwa-Izba Gospodarcza

 

Materiały od Krajowej Rady Drobiarstwa (twitter.com/krd_ig)

 

 

Print Friendly, PDF & Email
12345 (No Ratings Yet)
Loading...

Komentarze - 0